Typowe stanowisko zajmowane w stosunku do Fryderyka Nietzschego przez większość jego komentatorów opiera się na podkreślaniu samodzielności myśli tego filozofa, jego innowacyjności oraz oryginalności względem panujących w wieku XIX i wcześniej tendencji w filozofii. Równie częste wydaje się być dzielenie jego dorobku pisarskiego na kilka odrębnych faz. W poniższej pracy skorzystam z tego użytecznego, choć może nie do końca uprawnionego, narzędzia i umownie przyjmę, że twórczość Nietzschego podzielić można na dwa etapy. Pierwszy z nich odpowiadać będzie okresowi, w którym Nietzsche znajdował się pod silnym wpływem filozofii Schopenhauera, drugi natomiast, to czas całkowicie samodzielnej twórczości, już po zerwaniu z idolem swej młodości.
Schopenhauer i Nietzsche.
W wieku dwudziestu jeden lat spotyka się Nietzsche po raz pierwszy z głównym dziełem Artura Schopenhauera, zatytułowanym „Świat jako wola i przedstawienie”. Książka ta wywołuje u młodego filozofa bardzo pozytywne emocje, ocierające się niemal o fascynację. W kilka lat później zawiązuje się znajomość Nietzschego z Ryszardem Wagnerem, który to jeszcze mocniej utwierdza go w przekonaniu o słuszności filozofii Schopenhauera. To właśnie te dwie postacie zaważą na kształcie intelektualnego życia młodego Fryderyka i to dzięki nim narodzą się jego poglądy o decydującej roli sztuki w rozwoju kultury oraz pesymistyczna postawa pogodzenia się z nieuchronnością cierpienia.
Mając lat trzydzieści Nietzsche ogłasza esej1 „Schopenhauer jako wychowawca”, który poświęca w dużej części swemu ówczesnemu mistrzowi. Jest to jeden z ostatnich przejawów młodzieńczego zauroczenia, w kilka lat później następuje bowiem nagły zwrot w jego twórczości: oddala się on od Wagnera i odrzuca zarazem filozofię Schopenhauera. Zanim jednak do tego dojdzie, pisze Nietzsche w wyżej wspomnianym eseju, że należy do tych czytelników gdańskiego filozofa, którzy „przeczytawszy pierwszą jego stronicę, wiedzą pewnie, że będą wszystkie strony czytać i słuchać każdego słowa, które on w ogóle wyrzeka”2. Dodaje zarazem, że to właśnie w Schopenhauerze odnajduje on „wychowawcę i filozofa, którego szukał(...) tak długo”3.
Warto się przyjrzeć, w jaki sposób uzasadnia Nietzsche konieczność posiadania swojego wychowawcy. Z jednej strony pisze, że „nikt nie może ci [duszy] zbudować mostu, którym właśnie ty kroczyć musisz przez rzekę życia, nikt prócz ciebie”, bo choć „istnieją nieliczne ścieszki i mosty i półbogi, które cię [duszę] chcą przeniesć przez rzekę: lecz tylko za cenę ciebie samej”4. Można przypuszczać, że słowa te stanowią wystarczające uzasadnienie konieczności samodzielnego wyznaczania swojej ścieżki życiowej - cena własnej duszy wydaje się być bowiem dosyć wysoka. Nietzsche jednak nie zgadza się z takim wnioskiem i najpierw upośledza ludzkie isnienie, twierdząc iż „prawdziwa istota nie jest głęboko ukryta w tobie, lecz niezmiernie wysoko nad tobą”5, potem natomiast wprowadza konieczność istnienia wychowawców. Rolę tych ostatnich upatruje w tym, że mają być oni „oswobodzicielami”, którzy zdradzą człowiekowi „co jest prawdziwą pramyślą i pierwiastkiem (...) istoty”6. Co więcej, za najskuteczniejszy środek do znalezienia samego siebie uznaje Nietzsche przypominanie wychowawców, którzy wyzwalali człowieka z nieprawdziwych przekonań i wskazywali drogę prawdy. Przypomina sobie więc Schopenhauera, będącego w jego oczach prawodawcą „dla miary, monety i wagi rzeczy”, półbogiem niemalże, którego śladem można podążyć, by „zyskać zrozumienie własnej nędzy i potrzeby, by poznać środki zaradcze i pocieszenia”7. To ostatnie opierać się mają na „poświęceniu własnego ja” i „poddaniu się najszlachetniejszym zamiarom”. Okazuje się więc, że filozof odnajduje samego siebie tylko po to, by poświęcić się później w imię wyższych ideałów.
Jak już wyżej wspomniałem, w kilka lat po napisaniu „Schopenhauera jako wychowawcy”, Nietzsche odrzuca filozoficzne poglądy swojej młodości. Po latach, w swej autobiografii „Ecce homo”, pisze o tym studium: „teraz, gdy z niejakiej odległości wstecz patrzę na owe stany, których świadectwem są te pisma, nie chciałbym przeczyć, że w gruncie mówią one tylko o mnie”8. Nie sposób się niezgodzić z tym, że filozof pisał tylko i wyłącznie o sobie – widać to przy najbardziej nawet pobieżnej lekturze. Ale Nietzschemu nie chodzi tu o siebie samego, jako ucznia wychowanego przez Schopenhauera, lecz daje do zrozumienia, że ukrył się on raczej pod opisem idealnego wychowawcy. Podobnie jak Platon posłużyć miał się Sokratesem, przypisując mu swoje cechy, tak Nietzsche wykorzystał gdańskiego filozofa. Czemu miałoby to jednak służyć? „Droga do wielkości i zadań wszechdziejowych wymagały dla siebie pierwszego wyrazu”9 - tak brzmi odpowiedź zawarta w „Ecce homo”. Owym pierwszym wyrazem jest właśnie „Schopenhauer jako wychowawca”. Nietzsche decyduje się tam podjąć „niezrównany problemat wychowania”, ale ponieważ jest to jego pierwsza próba zmierzenia się z tematem, musi być ona w jakiejś mierze niedoskonała.
Trochę inne uzasadnienie podaje w swojej książce „Dostojewski i Nietzsche. Filozofia tragedii” Lew Szestow. Twierdzi on, że Nietzsche, który postanawia pójść własną drogą i nie czuć już niższości względem żadnych autorytetów, od razu natrafia na poważną przeszkodę: nie wie mianowicie, jak miałaby ta jego nowa droga wyglądać, ani tym bardziej dokąd mogłaby prowadzić.
Doprowadza to do sytuacji, w której musi myśleć, że „najgorszą z rzeczy, która może spotkać człowieka, jest rozbrat z nauczycielami i wyrzeczenie się poprzedniej wiary i przykonań”10. Nietzsche wie, że wizja świata zaproponowana przez Schopenhauera nie jest jedyną możliwą, co więcej, wie, że nie jest dla niego najlepszą z możliwych. Cóż jednak z tego, skoro nie ma pojęcia, co w obliczu tego faktu zrobić. Postanawia napisać „Schopenhauera jako wychowawcę”, trzyma się kurczowo starych przekonań, tak jakby chciał, aby powrócić mogła jeszcze dawna wiara w ich prawdziwość.
Po latach, gdy odnajdzie już własny sposób na filozofowanie, pozostanie mu żal do nauczyciela, który obiecywał wszystko, a nie zapewniał niczego. Ustami Zaratustry przeklnie go więc za zabraną młodość: „to słowo chcę wrogom swoim rzec: czemże są wszystkie morderstwa ludzkie wobec tego, coście mi uczynili! (...) Zamordowaliście mi mej młodości oblicza i umiłowane cuda! Rówieśników dziecięctwa odebraliście mi, te błogiej pamięci duchy (...) Tę klątwę [składam] na wasze głowy, wrogowie moi!.”11. Schopenhauer nie jest bowiem najlepszym nauczycielem dla młodego człowieka, już choćby ze względu na podejmowaną przez niego problematykę. W „Niewczesnych rozważaniach” daje to zresztą do zrozumienia sam Nietzsche, pisząc o łańcuchu „trudów i ciężarów”, jakie niesie ze sobą nauka Schopenhauera: „nie ulega wątpliwości, że dla człowieka niezwykłego, który się obciąży tym łańcuchem, życie traci prawie wszystko, czego się odeń w młodości pragnie, pogodę, pewność, lekkość, szacunek”12.
Zamiast zajmować się przyszłością ludzkości, Nietzsche postanawia zadać sobie proste pytanie o swoją własną przyszłość. Ta ostatnia natomiast, gdyby miał iść dalej drogą wyznaczoną przez Schopenhauera, nie jawi mu się w jasnych barwach. Wcześniej stracił już przez swego wychowawcę wszystko, co jest ważne dla człowieka w młodości, teraz mógł również zaprzepaścić swoją przyszłość. Przeczytać można w „Schopenhauer jako wychowawca”: „ludzkość powinna ciągle pracować nad tym, by wytwarzać poszczególnych ludzi wielkich – i to, a nic innego, jest jej zadaniem”13. Cóż to jednak za radość pozostawać w szeregu „ludzkości” i tworzyć wielkiego Schopenhauera? To Nietzsche chce być przecież „prawodawcą miar rzeczy”, wychowawcą, „wielkim człowiekiem”, który poprowadzi ludzkość – trudno w takiej sytuacji zadowolić się pozostaniem kolejnym anonimowym „wyznawcą” jakiegoś systemu filozoficznego.
Aby jednak wyjść z twarzą ze swego pierwotnego zaślepienia, musi znaleźć uzasadnienie dla nowej postawy. Póki go nie widzi, stara się ciągle drążyć wcześniejsze poglądy – efektem tego jest napisanie „Schopenhauera jako wychowawcy”. Z czasem jednak zada sobie pytanie, czemu system Schopenhauera miałby być dla niego jedyną prawdą? Czy w ogóle istnieje możliwość poznania czegoś takiego jak jedyna prawda? Myślę, że zakreślenie szerszego kontekstu, jaki odnaleźć można w pismach Nietzschego, pomoże w udzieleniu odpowiedzi na powyższe pytania.
